Zaloguj się
Do Hunted przylgnęła już etykietka Gears of War w wersji fantasy
. Niestety, o tyle błędna, co dobrze brzmiąca na okładce. Hunted wykorzystuje wiele motywów z Gearsów, w żadnym przypadku nie dorastając do poziomu serii studia Epic. No chyba, że w karykaturalnych przedstawieniach ludzkich postaci.
Nie jestem największym fanem przygód Marcusa Fenixa jaki stąpa po polskiej ziemi. Muszę jednakże przyznać, że Gearsy, szczególnie trzecie, to kawał porządnego cover shootera, ze specyficznym designem oraz znakomitym wykonaniem. Bardzo chciałbym, żeby Kuźnia Demona okazała się modem fantasy do tej serii. Niestety, nie ma tak dobrze.
Hunted wygląda przede wszystkim na grę, której zabrakło czasu i budżetu. To liniowe do bólu połączenie siekania oraz strzelania, z parą niezbyt ciekawych postaci, laskami rodem z pornola fantasy, średnią oprawą i kłopotliwą AI wrogów oraz pomocnika. Niestety, najlepsze z tej wyliczanki są owe panienki, choć to marne pocieszenie. To również one najbardziej przywodzą mi na myśl Gears of War – tam mamy nieludzko napakowanych facetów-superżołnierzy, tutaj panie, które pomimo klatki zawstydzającej Larę Croft, chodzą w ciuchach z sesji sado-maso. Ach, ta ludzka wyobraźnia.
W grze wcielamy się w dwie postacie: Caddoca który służy za mięśnie oraz E’larę czyli łuczniczkę. Ponadto, oboje mogą walczyć wręcz oraz na dystans, a także używać magii. Chociaż para to pan człowiek i pani elfka, nie ma między nimi ani chemii, ani specjalnej zażyłości. Ot, wypada, że kręcą się razem i mają czasem do siebie pretensje
. Bohaterowie, wyruszając na zarobkową misję, szybko napotykają piękną oraz niezbyt żywotną paniusię, która wysyła ich na Wielkie Zadanie
. A to jak wiadomo, powinno zostać wykonane, nawet jeżeli na kilometr śmierdzi złą intrygą. W końcu to Wielkie Zadanie
.
Reszta fabuły jest przewidywalna, głupia oraz niepotrzebna. Plusem są niektóre z dialogów naszej pary, ale poza tym gra zawodzi – świat nie jest charakterystyczny, nie jest ciekawy, nie chcę się do niego wracać. Hunted można podpiąć pod tysiąc licencji fantasy, ponieważ nie wyróżnia się z tłumu absolutnie niczym. Jest nijaki do bólu. Zostaje więc siekanie oraz strzelanie.
Niestety, oba składniki walki nie zachwycają. Siekanie jest mocno przeciętne i często nazbyt chaotyczne, a strzelanie, choć znacznie fajniejsze, nie zapiera tchu w piersiach (nawet owym cycatym paniom). Nie tak to sobie wyobrażałem. Oczywiście często musimy używać osłon, przemieszczać się pomiędzy nimi czy strzelać z ukrycia, co również tradycyjnie dla gatunku prowadzi do sytuacji, w których jesteśmy zmuszeni używać osłon, żeby przeżyć. Preferuję jednak większą swobodę.
Problem jest też z wrogami – nie dość, że to najbardziej kliszowe z kliszowych kreatur fantasy, to tak naprawdę przez całą grę przewija się jedynie kilka rodzajów wrogów, co nie do końca zmusza nas do różnorodnej rozgrywki. Ostatnim gwoździem do trumny jest AI sterowanego przez CPU partnera, który daje się zabijać w najbardziej nieodpowiednich momentach, a jego śmierć oznacza powtarzanie gry. Hunted to również w sumie niewiele wspólnego działania – czasem zagadka, czasem podniesienie drzwi razem. Średnio.
Plusem tej gry jest dla mnie przede wszystkim poczucie rośnięcia w siłę. Z każdym etapem jesteśmy coraz mocniejsi, nasza broń różnorodniejsza, a umiejętności większe. Wrogowie, którzy sprawiali nam trudność, stają się łatwi, legiony przeciwników nie są już straszne i idziemy śmiało naprzeciw największym trudnościom. Zagadki, chociaż niezbyt trudne, wprowadzają urozmaicenie, zaś niektóre lokacje dopracowano i przemyślano pod względem rozgrywki. Od czasu do czasu zdarza się również ładna lokacja i piękne widoki.
Ważnym aspektem gry jest zbieractwo wzorowane na hack & slashach. Z wrogów oraz stojaków (nie ma to jak pachnące świeżością stojaki na broń w przeklętej świątyni, gdzie nie było człowieka od wieków) wypadają nowe typy broni – ale czasami za często i zbyt często są to te same wersje posiadanego ekwipunku. Czasami są też irytujące, bo na przykład magiczna broń słabnie po wykorzystaniu wszystkich ładunków. Nie można nosić przy sobie większej ilości sztuk uzbrojenia. Denerwujące, bo czasami żonglujemy łupami nie gorzej niż w Diablo, ale w to się nie gra jak w Diablo i to nie jest Diablo.
Hunted jest grą niewymagającą, co jest plusem przy produkcjach takich jak Dark Souls (które uwielbiam, ale kilka gier tego poziomu i nabawię się nerwicy). Nie pożera też tyle czasu co Skyrim, ani nie wywołuje takich emocji jak Gears of War 3. To dobra gierka, dobry przerywnik od większych produkcji, ponieważ czasami człowiek musi pograć w coś mniejszego, robiącego mniejsze wrażenie, żeby mu serce nie siadło od nadmiaru wrażeń. Tak, Hunted pod tym względem się sprawdza. I pasuje bardzo dobrze na usługi sieciowe oraz niewielką cenę, lecz wydano ją jako normalną produkcję. Więc tak też muszę ją postrzegać.
Niestety ktoś tutaj miał sporo pomysłów, które nie wypaliły – po co tyle zamieszania z bronią? Po co tyle dodatkowych questów, które nie prowadzą do niczego i nie dają żadnej satysfakcji? Dlaczego zabrakło trybów do pojedynkowania się w multiplayerze? Autorzy rzucili się na rynek mocno zapełniony przez inne cover shootery oraz gry fantasy, dając nam cover shootera fantasy. Cna idea, ale wykonanie już mniej ciekawe.
Czego złego nie mówiłbym o Hunted muszę zaznaczyć, że to przyjemna gra do kooperacji. Jeżeli mamy z kim pograć, to odbędzie się to z pewnością na poziomie. Kooperacja z dobrym partnerem nie irytuje, ale bawi, wprowadza powiew świeżości do gry i cieszy. Co prawda ciężko o produkcję, w której multiplayer nie sprawi przyjemności w dobrej ekipie, ale cóż, plus jest plusem. Fajnie, że można też budować własne etapy, a rozgrywka potrafi zrelaksować. Szczególnie, gdy gramy łuczniczką, która ma dużo większe pole do popisu.
Narzekam ale nie jest to też tragedia – po prostu to gra bez pomysłu wielu mniejszych gier, czy wykonania rodem z blockbusterów. To gra z niewykorzystanym potencjałem i trochę za bardzo stworzona dla pokolenia MTV. To gra dostatecznie dobra, żeby w nią zagrać, ale nie zapadnie w pamięć na długo.
W sumie produkcja ta nie jest ani zła, ani dobra. Można przy niej spędzić kilka dobrych godzin. Można pobawić się w poszukiwanie lepszych typów uzbrojenia i przechodzenie z partnerem. Pobudować etapy. Można, ale w tym roku ukazało się tyle ciekawych gier fantasy na wszelkie możliwe platformy, że nad kupnem Hunted trzeba się po prostu mocno zastanowić.
| Tytuł: | Hunted: Kuźnia Demona |
|---|---|
| Producent: | inXile Entertainment |
| Wydawca PL: | Cenega |
| Rok: | 2011 |
| Platformy: | PC, X360, PS3 |
| Ocena: | 3- |
Star Wars: Antologia Fanów 2009
Czarnoksiężnik z Północy
Ziemia skuta lodem
Dziewiąty mag - A.R. Reystone
Bitwa o Skandię - John Flanagan
Odwet orków
GONE – Zniknęli. Faza pierwsza: Niepokój
Kroki w nieznane 2008 - Antologia
Płonący most - John Flanagan
Ruiny Gorlanu - John Flanagan
Wojna goblina - Jim C. Hines
Świeca na wietrze - T. H. White
Odźwierny - Marina i Siergiej Diaczenko
Zamek Lorda Valentine'a - Robert Silverberg
Polaris - Jack McDevitt
Powrót orków - Michael Peinkofer
Alicja i Ciemny Las - Jacek Piekara
Droga Goblina - Jim C. Hines
Neuroshima: Łowca - Gabriel Kasprzak
Stacja tranzytowa/Rezerwat goblinów - Clifford D. Simak
Rycerz spod ciemnej gwiazdy - T. H. White
Obóz koncentracji - Thomas M. Disch
Astropia
451° Fahrenheita - Ray Bradbury
451° Fahrenheita - Ray Bradbury
Vita Nostra - Marina i Siergiej Diaczenko
Babel 17 - Samuel R. Delany
Wiedźma z lasu - T.H. White
Rytuał - Marina i Siergiej Diaczenko
Miasto szaleńców i świętych - Jeff VanderMeer
Miecz dla króla - T.H. White
Jak NIE zginie ludzkość - Andrzej Zimniak
Nadzy ludzie - Kir Bułyczow
Mąż czarownicy. Wielki czas - Fritz Leiber
Smykałka do wojny - Jack McDevitt
Najdłuższa podróż. The Best off... - Poul Anderson
Trzęsienie ziemi - Kir Bułyczow
Żołnierze kosmosu - Robert A. Heinlein
Wojna Zombie - Max Brooks
Niedobry Królewicz Karolek - John Moore
Astralnia - Zuzana Minichova
Rytuał, tom 2 - Dušan Fabián
Rytuał, tom 1 - Dušan Fabián
Zombie Survival - Max Brooks
Krąg doskonały - Sean Stewart
Powrót do Whorla - Gene Wolfe